Słowo samochód koncepcyjny straciło swój blask. Są obecnie wszędzie, dopracowane podglądy modeli produkcyjnych, które tylko czekają na produkcję.
Nudny.
Ale był czas, kiedy projektanci pozwalali sobie na swobodę. Nie obchodziło ich, czy silnik pracuje, czy migają reflektory. Martwili się o kształt jutra. Niektórzy uważają, że korona należy do Volvo Venus Bilo z 1933 r., marzenia o latającym skrzydle, które nigdy nie zostało zrealizowane. Ale w przypadku amerykańskiego samochodu typu muscle car historia zaczyna się tutaj.
To są ci sami obcy ludzie. Ci, którzy złamali wszystkie zasady.
Buick Y-Job (1939)
General Motors stworzył nie tylko samochody, ale także reputację. Poznaj Y-Job, powszechnie uznawany za pierwszy prawdziwy samochód koncepcyjny, nawet jeśli pojawił się przed oficjalnym ukuciem tego terminu. Harley Earl, główny projektant GM, zamienił standardowego sedana w płótno dla najbardziej śmiałych pomysłów.
Ukryte reflektory. Elektryczne szyby. Coupe z twardym dachem, które przesuwało się do tyłu. Na drodze nie było czegoś takiego. Samochód ten oznajmił światu, że po wojnie amerykańskie samochody będą dziwne, duże i szybkie. Nie tylko przepowiadał przyszłość. On to wymyślił.
Buick LeSabre (1948)
Earl nie mógł przestać, i słusznie. LeSabre stał się jego przesłaniem o nadejściu ery samolotów odrzutowych. Powojenna Ameryka była bogata i pełna pewności siebie, a ten samochód nie znał ani granic, ani wstydu.
Kabina znajdowała się o stopę niżej niż konkurencja. Przednia szyba obracająca się w zakresie 360 stopni zacierała granicę między kierowcą a niebem. Płetwy w kształcie stępki były tak ogromne, że wydawało się, że samochód zaraz wystartuje. Pod maską znajdował się silnik V8 o mocy 335 KM. Ale prawdziwą sztuczką był dach. Czy pada deszcz? Maszyna została automatycznie i hermetycznie zamknięta. Mądry? Tak. Praktyczny? Absolutnie nie. Ale kto prosił o praktyczność pod koniec lat czterdziestych?
Szał na te chromowane potwory trwał ponad dekadę, w dużej mierze dzięki temu jednemu, zuchwałemu samochodowi.
Ford XL-500 (1941)
Wszędzie szkło.
To miała być odpowiedź na izolację. XL-500 wyglądał jak akwarium z silnikiem. Aby rozwiązać oczywisty problem pocenia się w szklarni, Ford dodał klimatyzację. Kierowcom zaoferowano także przyciskową zmianę biegów oraz wbudowany telefon.
W końcu po co wyruszać w przyszłość, jeśli nie można do kogoś zadzwonić z kanapy? Samochód miał nawet wbudowane podnośniki do naprawy przebić. System eliminacji przebić zintegrowany bezpośrednio z korpusem. Genialny? Może. Onieśmielający? Bardziej prawdopodobne. Możesz widzieć przez cały bok. W każdym calu.
Alfa Romeo BAT 5 (1954)
Ameryka nie miała patentu na szaleństwo. We Włoszech w studiu Bertone uwarzyli własne demony aerodynamiczne.
Linia BAT goniła prawa fizyki, dopóki nie mrugnęły jako pierwsze. Współczynnik oporu powietrza BAT 5 wyniósł 0,23. Niski? Jeszcze nie widziałeś, jak nisko jest. Był to pocisk o masie 1000 kg, napędzany skromnym silnikiem o mocy 110 KM, ale mógł osiągnąć prędkość 200 mil na godzinę. Dzięki niewielkiej wadze był szybki.
W kolejnym modelu BAT 7 współczynnik oporu zmniejszono do 0,9.
Udowodniła, że można jechać szybciej, stając się mniej przypominającym samochód.
Buick Wildcat II (1953)
W 1953 roku, w tym samym roku, w którym narodziła się pierwsza Corvette, Wildcat II zjechał na podłogę salonu niczym obcy statek.
Przednia część jest w stylu „latającego skrzydła”. Dach teleskopowy. Jeśli zmrużysz oczy na środkową część, zobaczysz DNA każdej Corvetty, która za nią podążała. To nie było skromne. Nie próbowała taka być. Wyglądała, jakby należała do roku 1955, a nie 1953. Samochód przyszłości, który przybył nieco przed czasem i zadziwił wszystkich, którzy go widzieli.






















