MINI 2025 ma dla Ciebie nową zabawkę.
W rzeczywistości jest ich dwóch. Marka niedawno wskrzesiła swój najtańszy model „One”. List ten nie pojawiał się na żadnym samochodzie od czasu debiutu oryginalnego MINI w 2002 roku. Był to wówczas najtańszy bilet do dziwnego i cudownego świata okrągłej osłony chłodnicy.
Teraz wróciła. I nadal pozostaje to najtańszy sposób na wejście do tego klubu.
Cena wywoławcza wynosi 24 735 funtów, czyli o 750 funtów taniej niż niedawno przemianowane MINI Cooper C. Cooper C znajduje się teraz w niezręcznym położeniu pomiędzy ekonomicznym modelem One i ostrzejszym modelem S, nie wspominając o pełnoprawnym John Cooper Works.
Mniej znaczy więcej, dosłownie
Chcesz mieć wybór? Kup Coopera C. Dostępne są pakiety wyposażenia „Classic”, „Exclusive” i „Sport”. Niesamowite kolory lakieru. Niestandardowe koła. Zestawy do ciała, które kosztują więcej niż zaliczka na pierwsze mieszkanie.
Nikogo to wszystko nie obchodzi.
Dostępny jest tylko pakiet „Klasyczny”. Kropka. Otrzymujesz 16-calowe srebrne felgi „4-kwadratowe”. Dach pomalowany jest na ten sam kolor co nadwozie. Do wyboru trzy kolory nadwozia – srebrny, czarny, niebieski. Wszystko.
Ale tu zaczyna się zwrot. Nie zarządzasz prostą puszką. Wszystko w środku jest zaskakująco przyzwoite. Wnętrze wyłożone jest szarą i niebieską tkaniną. Jest podgrzewana kierownica, bo Twoje dłonie na to zasługują. Duży okrągły ekran dotykowy jest standardem. Działa Apple CarPlay. Android Auto działa. Nawigacja na miejscu.
Ale z silnikiem wszystko staje się cichsze.
Pod maską znajduje się trzycylindrowy silnik turbo o pojemności 1,5 litra. W Cooper C ta sama jednostka wytwarza 154 konie mechaniczne. Tutaj? Nałożyli na niego ogranicznik. Moc wynosi 121 KM. Przyspieszenie do 100 km/h (62 mph) zajmuje 9,3 sekundy.
Brzmi wolno? To o 1,6 sekundy szybciej niż oryginał z 1999 roku. Zatem postęp. Lub coś podobnego.
Produkcja rozpoczyna się w lipcu. Jeśli masz ochotę na przeciętność w pakiecie premium, spodoba ci się.
Paski szachownicy i flaga brytyjska
Jeśli filozofia One’a opiera się na odejmowanie, to nowe MINI Cooper Paul Smith Edition stawia na agresywny branding.
W zeszłym roku ogłoszono wersję elektryczną. Teraz estetyka brytyjskiego projektanta przeniosła się na linię benzynową. Modele trzydrzwiowe, pięciodrzwiowe, a także kabriolety otrzymują odpowiednią konstrukcję.
Jest głośno. Nie pod względem głośności dźwięku, ale pod względem wzorców.
Trzy kolory nadwozia: Statement Grey, Inspired White lub Midnight Black. Ale prawdziwą historią są akcenty Nottingham Green. W kabriolecie? Cholewka z materiału Union Jack. Ponieważ jest to rzeczą oczywistą.
Usiądź w środku i wszystko stanie się… przytulne? Deskę rozdzielczą, boczki drzwi i siedzenia zdobią dzianinowe paski w stylu Paula Smitha. Nawet kierownica jest ozdobiona paskami. Bardzo bogaty.
Spójrz na próg drzwi. Znajduje się na nim odręczny napis: „Każdy dzień jest nowym początkiem”.
Patrzeć w dół. Na dywaniku w pierwszym rzędzie? Ręcznie rysowany króliczek. Po prostu tam siedzę. Czeka, aż naciśniesz pedał gazu.
Ceny zaczynają się od 31 28 funtów za podstawowy model Cooper C. Wersja S kosztuje 32 33 GBP. Dostawy rozpoczynają się jesienią tego roku.
„Każdy dzień jest nowym początkiem” – Paul Smith
Możesz zdecydować się na prostotę ze 121 KM za 25 tys. funtów. Lub wybierz paski, królika i odręczne motto za 30 tys.
Żaden z nich nie jest szybki. Żaden z nich nie jest dyskretny.
Co wybierzesz?






















