28,3 miliona dolarów to cena, jaką Victoria ustaliła za nową falę „inteligentnych kamer, które automatycznie rejestrują naruszenia”. Władze stanowe nazywają to modernizacją. Opinia publiczna postrzega to jako kolejny sposób na uzyskanie kary za głupotę, a może po prostu za niefortunny splot okoliczności.
Plan obejmuje podstawy. Nadmierna prędkość, oczywiście. Ale także smartfony przyklejone do twarzy podczas jazdy, niezapięte pasy bezpieczeństwa, przejazd na czerwonym świetle. Nawet wykrywanie średniej prędkości dotrze do Twoich ulubionych odcinków autostrady. To podejście składające się z pięciu elementów, które ma Cię złapać.
Większość pracy przejmują przyczepy mobilne.
Wyprodukowane przez firmę Verra, nie są to statyczne pudełka, które mijasz na co dzień w drodze do pracy. Urządzenia te poruszają się. Udają się wszędzie tam, gdzie rząd uzna, że dzisiaj doszło do przestępstwa. Ulice miast, czarne plamy na obszarach wiejskich, obszary wysokiego ryzyka. Pojawiają się. Potem znikają.
„Niepewność zmienia zachowanie”.
Stephen Crutchfield, który prowadzi Verra Mobility w Australii, ujmuje to prosto. Kiedy kierowcy nie są w stanie przewidzieć, gdzie znajduje się kamera, jeżdżą lepiej. Przynajmniej taka jest teoria. Naczepy przetestowano pod koniec ubiegłego roku, gromadząc dane, ale nie nakładając mandatów. W zasadzie grzeczne ostrzeżenie. Teraz czas na prawdziwą ofertę.
Minister dróg i bezpieczeństwa drogowego Ross Spence twierdzi, że stawką jest życie.
„Przekroczenie prędkości, rozproszenie uwagi podczas jazdy i niezapinanie pasów bezpieczeństwa w dalszym ciągu stanowią zagrożenie dla życia”.
Linia standardowa. Standardowa ochrona. Uważa tę inwestycję technologiczną za tarczę bezpieczeństwa chroniącą przed niebezpiecznymi nawykami za kierownicą.
Wydaje się to cyniczne wkrótce po tym, jak Australia Zachodnia zrezygnowała z kar finansowych w wysokości 1 miliona dolarów.
Stan ten zawiesił kary nałożone na podobne kamery AI po trudnym wdrożeniu. Wiktoria? Idą do przodu. CarExpert zapytał premiera, czy główną siłą napędową jest tu sztuczna inteligencja. Niektóre obecne aparaty już z niego korzystają. Odpowiedź jest nadal opóźniona.
Liczby nie kłamią, nawet jeśli nie śpiewają.
W zeszłym roku finansowym w samej Wiktorii wystawiono prawie czterdzieści tysięcy mandatów za dotknięcie urządzenia mobilnego podczas jazdy. Kolejne sto jedenaście tysięcy za korzystanie z telefonu, niezapięcie pasów i jazdę niezarejestrowanym pojazdem.
Szczególnej uwagi poświęca się Obwodnicę Zachodnią. Prowadzi jedną z najbardziej ruchliwych izb skarbowych w stanie, zbierającą jedenaście tysięcy kar finansowych w ciągu jednego roku. TAC jest w trakcie wdrażania, mając nadzieję, że zmiany choć trochę poprawią statystyki zgonów.
W zeszłym roku spadły o 7,3%.
Zginęły dwieście siedemdziesiąt trzy osoby. Lepsze niż kilka lat. Wciąż powyżej średniej z pięciu lat wynoszącej dwieście pięćdziesiąt osiem. Złe wieści dla rowerzystów i osób dojeżdżających do pracy. Obszary wiejskie krwawią bardziej – sto pięćdziesiąt trzy ofiary śmiertelne w porównaniu do dwunastu w mieście.
Narodowo? Jest coraz gorzej.
Tysiąc trzysta czternaście zgonów na dwa tysiące dwadzieścia pięć. To piąty z rzędu rok wzrostu. W zeszłym roku Queensland odnotowało trzykrotne dochody z przestępstw, pomimo wystawienia mniejszej liczby mandatów. Wyższe kary za bilet. Więcej bólu za każde naruszenie.
Taka trajektoria niweczy federalny cel, jakim jest zmniejszenie o połowę liczby ofiar śmiertelnych wypadków drogowych do 2030 r.
Australijskie Stowarzyszenie Samochodowe jest rozczarowane. Michael Bradley, szef AAA, chce, aby w przypadku wypadków samochodowych prowadzone były dochodzenia bez winy. W ten sam sposób postępujemy z katastrofami lotniczymi i katastrofami kolejowymi. Nie tylko kary.
„Zbadaj czynniki zwiększające liczbę ofiar śmiertelnych na drogach”.
Pyta, dlaczego wciąż ponosimy porażki. Kamery nie naprawią złych dróg. Albo zepsute samochody. Albo ludzka natura.
Być może po prostu będziemy szukać kolejnego miejsca do szukania.
