Preston Tucker nie tylko wszedł do pokoju – on go przejął. Wysoki na sześć stóp i ważący 200 funtów, pełen czystych ambicji, był sprzedawcą, który miał do czynienia z takimi gigantami jak Studebaker i Dodge, zanim zaczął działać na własną rękę. Do 1935 roku aktywnie zabiegał o fundusze od Henry’ego Forda na budowę samochodów wyścigowych dla Indianapolis. Dwa lata później zaprojektował szybkie wojskowe pojazdy rozpoznawcze do celów wojskowych. Ale nic z tego nie przygotowało świata motoryzacji na rok 1948. Wtedy Tucker zaprezentował coś, co odważnie nazwał „najbardziej nowym samochodem od pięćdziesięciu lat”.
To nie był tylko bełkot marketingowy. Tucker 48 w niczym nie przypominał okrągłych potworów z płetwami ogonowymi, które wypełniały ulice Detroit. Zaprojektowany przez Alexa Tremulisa, Tucker Torpedo był czterodrzwiowym sedanem typu fastback w kształcie torpedy, który bardziej przypominał rekwizyt z filmu science-fiction niż samochód. Miał 128-calowy rozstaw osi, ale 219 cali długości, a jego profil był przysadzisty i miał zaledwie 60 cali wysokości. Zmęczeni wojną Amerykanie od lat marzyli o pojeździe przyszłości. Tucker im to właśnie dał.
Rozwiązania inżynieryjne, które rzucają wyzwanie tradycji
Inżynierowie z Detroit dostaliby zawału serca, patrząc na podwozie Tuckera 48. Porzucono tradycyjną sztywną tylną oś na rzecz w pełni niezależnego zawieszenia. Silnik? Silnik umieszczony z tyłu, przeciwstawny, sześciocylindrowy, opracowany na bazie silnika samolotu wojskowego helikoptera. Był chłodzony powietrzem, ale posiadał całkowicie szczelny układ chłodzenia wodą – pierwszy w branży.
Występ był oszałamiający jak na tamte czasy. Całkowicie aluminiowy silnik o pojemności 335 cu in (5,48 l) wytwarzał 166 koni mechanicznych i imponujący moment obrotowy 372 Nm. Jednak ważył tylko 320 funtów. Został on przymocowany do mocnej ramy o przekroju skrzynkowym z ramami pomocniczymi na każdym końcu.
Układ silnika z tyłu w połączeniu z całkowicie niezależnym zawieszeniem i układem kierowniczym z centralnym obrotem zapewniał zaskakująco łatwe prowadzenie i pewną przyczepność jak na pojazd o masie 4200 funtów.
Innowacja wyprzedzająca swoje czasy
Tucker miał jeszcze śmielsze pomysły. Chciał zakrzywionych szyb przednich, hamulców tarczowych i gumowych sprężyn Torsilastic. Czas, pieniądze i brak dostępnej technologii były porażką tych konkretnych rozwiązań. Ale Tucker 48 nadal zawierał wystarczająco dużo innowacji, aby stać się mobilnym laboratorium.
Centralny reflektor „cyklopowy” obraca się wraz z przednimi kołami, oświetlając drogę we mgle lepiej niż jakikolwiek standardowy system. Dach wyposażono w drzwi samobójcze wycięte bezpośrednio w ościeżnicy, ułatwiające wejście i wyjście. Wewnątrz „schodkowa” podłoga stworzyła przestronną kabinę dla sześciu pasażerów. Przednie i tylne siedzenia były wymienne, co było sprytnym trikiem pozwalającym na równomierne rozłożenie zużycia tapicerki w czasie.
Głównym punktem sprzedaży było bezpieczeństwo. Masywne zderzaki chroniły końce nadwozia. Wszystkie wewnętrzne gałki, przyciski i dźwignie zostały zagłębione lub zabezpieczone, aby zapobiec obrażeniom pasażerów w przypadku kolizji. Szyba przedniej szyby została zaprojektowana tak, aby bezpiecznie wypaść po uderzeniu. A potem była „komora bezpieczeństwa” – wyściełana wnęka w podłodze, gdzie pasażerowie z przodu mogli nurkować, gdyby wyczuli zbliżającą się kolizję.
Występ, który uciszył krytyków
Pomimo dużej masy własnej wynoszącej 4200 funtów, Tucker 48 nie był „barką”. Testy fabryczne wykazały, że może przyspieszyć od 0 do 60 mil na godzinę w około 10 sekund. Prędkość maksymalna wynosiła 200 km/h, czemu sprzyjał aerodynamiczny kształt i projektowany współczynnik oporu powietrza wynoszący 0,30. Liczba ta pozostaje konkurencyjna według dzisiejszych standardów.
Zużycie paliwa również było imponujące. Przy stałej prędkości 50–55 mil na godzinę Tucker uzyskał przyzwoite 20 mpg. Prowadziło się jak znacznie lżejszy samochód. Dlaczego? Układ silnika z tyłu utrzymywał środek ciężkości nisko i stabilnie. W pełni niezależne zawieszenie utrzymywało wszystkie cztery koła stabilnie na drodze. To inżynieryjna precyzja zawarta w koncepcji, której Detroit nie rozumiało.
Cena 4000 dolarów, która go zrujnowała
Preston Tucker miał problem. Chciał sprzedać samochód porównywalny do Cadillaca, ale wyceniony na około 4000 dolarów. To był agresywny ruch. Zbyt agresywny dla ustalonego porządku.
Produkcja zakończyła się zaledwie 50 samochodami. Plus jeden prototyp znany jako „Blaszana Gęś”. Wszystkie zebrano przed sierpniem 1948 roku. Ostatnich 37 zjechało z krótkiej linii montażowej w odnowionych zakładach wojskowych Dodge’a w południowej części Chicago.
Tucker argumentował, że samochód jest zbyt dobry, aby istnieć. Istnieją dowody na to, że społeczność motoryzacyjna w Detroit czuła się zagrożona. Ale Tucker zrujnował także własne przedsięwzięcie. Z podejrzanym pośpiechem wyemitował akcje warte 15 milionów dolarów, aby sfinansować produkcję. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) wyczuła krew. Rozpoczęli śledztwo w sprawie „sprzedaży błyskawicznej”, co wywołało falę negatywnego rozgłosu.
W październiku 1949 r. Tucker i siedmiu jego współpracowników stanęło przed sądem pod zarzutem 31 spisków, oszustw związanych z papierami wartościowymi i oszustwami pocztowymi. To był cyrk. Ława przysięgłych uniewinniła ich wszystkich w styczniu 1950 roku, nazywając proces farsą. Ale szkoda została wyrządzona. W Tucker Corporation pozostały jeszcze fundusze. Tymczasowi menadżerowie przez chwilę rozważali dokończenie montażu samochodu. Zamiast tego sprzedali całą nieruchomość na aukcji za 18 centów za dolara. Sen jest martwy.
Konsekwencje i dziedzictwo
Alex Tremuli nie przestawał. Naszkicował oszałamiające coupe typu fastback o nazwie Talisman jako zamierzonego następcę lat pięćdziesiątych. Preston Tucker nawet po procesach w Chicago nie chciał się poddać. Przeniósł się do Brazylii z planami zbudowania dwumiejscowego samochodu sportowego jako zestawu do samodzielnego montażu o nazwie Carioca. Zmarł 26 grudnia 1956 roku w wieku zaledwie 53 lat. Złamany, ale wciąż budujący.
Francis Ford Coppola przekształcił później tę sagę w film Tucker: The Man and His Dream z 1988 roku. To jest dobry dramat. Ale Coppola bawi się faktami równie swobodnie jak Preston. W słynnej scenie końcowej parady można zobaczyć prawie wszystkie samochody Tuckera, w tym dwa samochody należące do samego Coppoli. Ale te samochody nigdy nie wzięły udziału w paradzie po wyroku w nieprzewidywalną wiosenną pogodę w Chicago. A scena katastrofy Tuckerów? To były repliki.
Prawdziwa historia jest spokojniejsza. Tylko 50 samochodów. Marzenie zmiażdżone przez biurokrację, zazdrość i zły moment. Ale w świecie zaginionej historii amerykańskiej motoryzacji Tucker 48 pozostaje legendą. Nie za to, co sprzedał, ale za to, co udowodnił, że jest możliwe.
Aby uzyskać więcej informacji na temat innych zaginionych amerykańskich marek, zapoznaj się z historiami AMC, Duesenberg, Oldsmobile, Plymouth i Studebaker.


















